Dzisiaj
jest okrągła 10- rocznica śmierci mojej babci. Mojej kochanej i jedynej
jaką znałam. 10 lat temu pierwszy dzień września dla mnie zaczął sie o
5.00 rano. Przyniósł złe wiadomości. Czułam sie jakby mi się świat
zawalił. Nie umiałam sobie poradzić z tym , że babcia odeszła. Zasnęła
cichutko i spokojnie, na szpitalnym łóżku, a mój mąż trzymał ją za rękę.
Miał wtedy dyżur. Pierwsze dni były ciężkie. Mówili mi bliscy , że
czas leczy rany. Nie chciałam wtedy tego słuchać. Dzisiaj przyznaję im
rację. Czas leczy rany, ale nadal mi brakuje mojej Babci. Babci , która
nauczyła mnie jak trzymać igłę w ręce i wyszywać, która nauczyła mnie
robić na drutach i na szydełku. Z szydełkiem już dawno się pożegnałam.
Na drutach powstało wiele swetrów, ale od kilku lat też już tego nie
robię. Teraz tylko wyszywam. Po Babci została mi jedna cenna pamiątka
(nie myślę tu o wymiarze materialnym); obraz który wyhaftowała jeszcze
przed drugą wojną światową. Dzisiaj 69 rocznica wybuchu wojny więc obraz
ten ma ponad 69 lat. Jest w oryginalnej ramie , mimo, że jest już mocno
podniszczona, ale dla mnie ma znaczenie sentymentalne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obrazek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obrazek. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 września 2008
sobota, 30 sierpnia 2008
A jednak słoneczniki i trochę historii.
Moja
chęć zaczęcia serwetki była tak silna, że zabrałam się za jej
wyszywanie. Jak wiadomo serwetka ma cztery rogi , więc cztery razy muszę robić ten sam wzór. Kiedy znudzi mi się , wtedy wrócę do mojej
jesiennej latarni.Niewiele zrobiłam , ale już bardzo mi się podoba i
chcę się pochwalić:
Mój
Nero nie lubi jak wyszywam , a nie zajmuję się nim, bo jak każdy collie
to ogromny pieszczoch. Jak tylko potrafi to przeszkadza mi:
Zamiłowanie
do słoneczników to u mnie , nie nowość.
Podobają mi się od dawna.
Przypomniałam sobie, że kiedyś już je haftowałam i wygrzebałam z szafki
te moje słoneczniki. Jest to mój drugi wyhaftowany obrazek. Robiłam go
dokładnie 11 lat temu. Pracę nad nim na kilka dni przerwał mi poród
drugiego syna Michała, a było to 29.08.1997 r. Jednak zaraz po powrocie
do domu znalazłam czas na dokończenie go. A było to sztuką , bo miałam
już dwóch synów.
Starszy Łukasz miał wtedy 17 miesięcy.
Tak
to ten historyczny obrazek. Cały zestaw zamówiłam z jakiegoś katalogu
wysyłkowego. Wyszyty jest wełną na kanwie. Właśnie zaniosłam go do
oprawy. Po 11 latach nabrał mocy urzędowej. Zawiśnie prawdopodobnie w
kuchni, która jest zrobiona na bardzo słoneczną z żółtymi meblami. Mam
kilkanaście prac na swoim koncie, większość poszła do ludzi, a te co
zostały leżą w szafie. Czas zacząć je oprawiać. Tylko dwa obrazki
znalazły miejsce u mnie na ścianach: ten pierwszy Misiu oraz Mikołaj-
tego przedstawię innym razem.
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
Walka - samej, z sobą...
Dzisiaj skapitulowałam i zabrałam się porządnie za leczenie. Jak długo można doraźnie łykać leki p/bólowe? Jestem na zwolnieniu i mam tonę leków. A diagnoza: wrzody - stan ostry. W ostatnim tygodniu udało mi się jednak troszkę posunąć moją latarnię do przodu. Dzisiaj wygląda tak: Dzisiaj od rana toczę walkę sama ze sobą. Z jednej strony chcę dotrzymac postanowienia i skończyć latarnię. Z drugiej patrząc na moje słoneczniki w wazonie chcę się już, natychmiast zabrać za serwetkę. Słabość wygrała, bo kupiłam potrzebne muliny do serwetki. Na razie tylko kupiłam i dalej walczą rozsadek z chęciami... Kolorystyka bardzo mi się podoba i jestem szczęśliwa, bo kupiłam wszystkie potrzebne mi kolory. A jeszcze bardziej szczęśliwa , bo u nas już jest mulina Anchor i tą właśnie kupiłam, nie musiałam przeliczać na DMC. W dniu dzisiejszym obserwując przyrodę dotarło do mnie jak blisko jest jesień. Zrobiłam sobie kilka fotek, kolorystycznie jesień jest piękna. Jednak jej uroda nie zastąpi ciepłych i długich letnich dni:((
Kasztany
Śliwka mirabelka
Jarzębina
Modrzew
Rajska jabłoń
???
sobota, 23 sierpnia 2008
Zauroczenie i bezradność.
Dzisiaj
mam tzw. lewy dzień. Nic mi się nie chce i na nic nie mam sił. Nadal
źle się czuję. Pół dnia spędziłam w łóżku oglądając filmy na DVD. A w
przerwie grzebałam po internecie oglądając różne stronki z haftami.
Trafiłam tam na wzór , który już kiedyś mnie zauroczył, niestety nie
zapisałam sobie wtedy stronki , na której go widziałam.
Dziś go odnalazłam:
Zdjęcie to pochodzi ze zbiorów "maata" na fotosiku, dokładnie z tej stronki:
www.maata.fotosik.pl
z albumu pt: " Arabka"
mam nadzieję , że właścicielka wybaczy mi , że zapożyczyłam od niej to zdjęcie.
Jest
tam i wzór, niestety nie ma opisu koloru nici i drugie pół dnia
usiłowałam dobrać kolory przy pomocy mojej palety kolorów DMC. Niestety
nic mi z tego nie wyszło i jestem rozczarowana. Może kiedyś uda mi się
zdobyć ten zestaw do haftu lub legendę kolorów z nr nici.
Wszystkim
dziękuję, za odwiedziny i pozostawione tu miłe słowa. Tym , które
troszczą się o stan mojego zdrowia dodam, że prawdopodobnie nabawiłam
się wrzodów i jest to teraz stan ostry, dlatego dolegliwości tak długo
trwają. Dziękuję Wam za troskę i proszę o cierpliwość , obiecuję, że do
haftu wrócę.
piątek, 22 sierpnia 2008
Trochę historii, metryczka i humor 5-cio latki.
Wczoraj w czasie przygotowań do roku szkolnego odnalazłam pierwszy szkolny worek na pantofle mojego Łukasza.
Z sentymentem wspominałam czas kiedy mój starszy syn szedł do pierwszej klasy.
W sierpniu wyhaftowałam mu obrazek na worek wraz z imieniem i nazwiskiem.
Za kilka dni Łukasz zacznie szóstą klasę. Wczoraj też odebrałam z oprawy metryczkę i chcę pochwalić się efektem końcowym mojej pracy. Niestety zdjęcia były robione późno i przy świetle elektrycznym :(( A tak na wesoło - Ola ostatnio mi powiedziała ,że chce abym już umarła. Nigdy nie zgadniecie dlaczego??? Ponieważ jakiś czas temu obiecałam jej ,że wszystkie moje akcesoria do haftu odziedziczy po mnie , bo ja nie mam córci. Ola tak bardzo chce już mieć to wszystko , że chce mojej śmierci:)) Zaproponowała mi nawet , abym jadła psią suchą karmę to szybciej umrę :)) Ja w jej wieku byłam lepsza. Po lekcji religii na temat śmierci poprosiłam mamę, aby umarła , bo ja chcę zobaczyć jak to wygląda. Hahahaha...
niedziela, 17 sierpnia 2008
Latarnia morska.
Nie
było mnie tu cały tydzień:(( Dla mnie to był ciężki tydzień , kilka
dyżurów po 12 godzin, do tego stan mojego zdrowia pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Powolutku robiłam backstiche w mojej metryczce. Jutro pokażę efekty. Zrobię zdjęcie przy świetle dziennym.
Teraz
zabieram się za kończenie haftu , który kilka lat nabierał mocy
urzędowej w szafce. Straciłam kiedyś do niego serce, bo jest robiony pół krzyżykiem . To pierwszy i ostatni taki obrazek. Nawet chciałam go
wyrzucić, ale dzieci mnie namawiają, aby go kończyć. Jednak do końca
nie jestem przekonana czy go kończyć??????????????
Zresztą zobaczcie
same:
Wczoraj
późnym wieczorem wrócili chłopcy z obozu, niestety ja miałam nockę więc
dopiero dziś rano ich zobaczyłam. Łukasz strasznie wyrósł, jakoś tak
dojrzeli i są bardziej samodzielni.
Na
dzisiejszy dzień mieliśmy zaplanowane wiele atrakcji, niestety ja
prosto z dyżuru trafiłam pod kroplówki i dzień spędziłam w łóżku.
środa, 23 lipca 2008
Dziewczynka.
W
czasie wyjazdu nie zabrakło krótkich chwil z igłą. Wróciłam do
wyszywania mojej dziewczynki - niewiele przybyło, ale zawsze coś :))
Skończyłam też zaczęty motyw na drugą letnią torbę i wyszyłam na kosmetyczkę.
Nad morzem dokupiłam breloczki i zawieszki do telefonu , które mam nadzieję wykorzystam do szycia torby.
Czyż nie pasują idealnie?
W
Kołobrzegu mam swoją ulubioną pasmanterię , którą za każdym razem jak
jestem w Kołobrzegu odwiedzam. I tym razem ją odwiedziłam i oczywiście
coś kupiłam. Tym razem są to kolorowe kanwy.
Najbardziej cieszę się z tej białej kanwy ze srebrną nitką.
Na
tej żółtej już nad morzem zaczęłam kolejny przerywnik. Jednak
postanowiłam wyszywać dziewczynkę , a przerywnik zostawię sobie na nocne
dyżury w pracy.
środa, 18 czerwca 2008
Hafty dla siostrzeńców.
Dzisiaj
miałam dyżur , więc nic nie haftowałam. Dzięki uprzejmości mojej
siostry chcę pokazać obrazki , które zrobiłam jakiś czas temu, dla Jej
dzieci.
To
jest obrazek przerobiony na metryczkę .
Wzór pochodzi z Susany nr 168 z
2003 roku. Wyszyty muliną DMC. Wyhaftowałam go , jako dodatek do
prezentu na chrzciny Oleńki.
piątek, 6 czerwca 2008
Historyczne hafty - na komunię.
U mnie te gorsze dni bez igły. Jutro syn wyjeżdża na tygodniową pielgrzymkę z grupą ministrantów na Litwę , więc zakupy , pakowanie. Dzisiaj też jeden z tych dni , których nienawidzę - mam migrenę. Głowa boli i pomaga tylko cisza i ciemność.
Dość
narzekania. Dziś pokażę wam coś z mojej historii. Ponieważ niedawno
skończył się maj i czas komunii, ja chcę pokazać obrazki jakie zrobiłam
moim synom jako pamiątkę ich pierwszej Komunii św.
Uroczystość odbyła się w domu, więc i stół musiał być elegancki. Na tą okazję wyhaftowałam obrus o wymiarach 130 x 240 cm. Wzór pochodzi z Rico nr 69. Haftowany jest muliną Anchor i połączone tu są dwa wzory, ale czyż nie idealnie do siebie pasują??
Uroczystość odbyła się w domu, więc i stół musiał być elegancki. Na tą okazję wyhaftowałam obrus o wymiarach 130 x 240 cm. Wzór pochodzi z Rico nr 69. Haftowany jest muliną Anchor i połączone tu są dwa wzory, ale czyż nie idealnie do siebie pasują??
środa, 28 maja 2008
Moje prace.
Cały maj mam urlop. Zaplanowałam cały wolny czas poświęcić na haft.Skończyłam zaczęty obrazek. Jest to kolejny obrazek z mojej kolekcji, małej kolekcji:
Kupiłam kilka rzeczy do haftu, przede wszystkim kwadratowy tamborek.REWELACJA! Teraz mam napiętą dużą powierzchnię haftu i nie muszę co chwilkę przekładać tamborka. kupiłam też pisak ,który schodzi pod wpływem czystej wody. Zaczęłam też nowy obrazek- dziewczynkę z firmy Janlynn. Niestety ostatni tydzień nie zrobiłam ani jednego krzyżyka. Zajęłam się zakładaniem bloga. Kupiłam aparat cyfrowy i musiałam nauczyć się obsługi niektórych programów i kilku graficznych rzeczy. Pochłonęło mi to cały wolny czas. Efekty możecie ocenić. Tutaj pragnę podziękować Marcie za pomoc i kilka ważnych wskazówek, oraz mojej siostrze która odbierała setki telefonów z pytaniami : " jak to się robi? "
wtorek, 27 maja 2008
Co nieco o mnie.
Mam
na imię Mirka , ale jak siostrzenica była mała nazywała mnie "ciocia
Nika" i tak już zostało. Z zawodu jestem pielęgniarką i pracuję w
szpitalu. Jestem żoną i szczęśliwą mamą dwóch nastoletnich synów.
Niestety obaj chłopcy są chorzy i wiele czasu zajmują mi wizyty w
klinikach. Co roku jeździmy też na turnusy rehabilitacyjne. Mam też
swojego czworonożnego Przyjaciela collaca.
Moja przygoda z robótkami ręcznymi zaczęła się już w szkole
podstawowej. Wtedy powstały pierwsze serwetki i swetry. Przez wiele lat
robiłam na drutach kolorowe swetry. Haftu nauczyła mnie moja kochana
(już nieżyjąca ) Babcia. Moja wielka przygoda z haftem rozpoczęła się
jak zaczęłam swoją pierwszą pracę w szpitalu -16 lat temu. Wszystkie
koleżanki na "nockach" wyszywały, więc i ja przypomniałam sobie o
hafcie. Najpierw powstały serwetki i obrusy i był to haft płaski,
krzyżykowy i richelieu. Po 5 latach koleżanka pokazała mi obrazki jakie
sama wyszyła i wtedy odkryłam wielką " MAGIĘ KRZYŻYKÓW".
Od
razu zachorowałam na obrazek dla mojego już drugiego dziecka, które
nosiłam pod sercem. To był ósmy miesiąc ciąży. Zanim Michaś się urodził
powstał pierwszy obrazek. I tak od 11 lat wyszywam nie tylko serwetki
,ale i obrazki. Wiele z nich robiłam dla znajomych , którym akurat
rodziły się dzieci , na śluby i na komunie. Te co mi zostały i te co
zrobiłam siostrzeńcom postaram się pokazać.
A oto ten pierwszy obrazek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































